sobota, 23 lipca 2011

Recenzja "Od sportu do zakochania" autorstwa Burdelii by Sela

W czasie czytania opowiadania „Od sportu do zakochania”, popłakałam się. Co prawda łzy spływające na moje usta wywołały na nich uśmiech, nie mniej jednak popłakałam się. Autorka tego opowiadania zgodnie z informacjami na profilu ma szesnaście lat. Można wywnioskować, że jest już w ostatniej klasie gimnazjum, tuż przed egzaminami, do których zdania należy znać co najmniej postawy ortografii. Lecz zapomnijmy o tym. Na Boga! Zapomnijmy o ortografii – jakkolwiek bestialsko to brzmi.

Fabuła fan ficu opartego na postaciach legendarnego już „Zmierzchu” oscyluje wokół pięknych, markowych ubrań, przystojnych chłopaków, wrednych dziewczyn i gdzieś tam można dojrzeć tytułowy sport – koszykówkę.
Bella tak samo jak w oryginale opuszcza domowe ognisko, tym razem jednak z powodu zdrady swojego chłopaka z najbliższą przyjaciółką, co zostaje opisane trafnym zdaniem: „Prawdziwa przyjaciółka nie zdradziłaby cię z twoim chłopakiem”. Takim oto smutnym sposobem Bella opuszcza swoją matkę i wyprowadza się do ojca, mieszkającego w czarującej willi. Od razu po przyjeździe nasza seksowna oraz prześliczna bohaterka poznaje „zmierzchową” paczkę, jednakże z Edwardem, kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej, najtrudniej przychodzi odnalezienie wspólnego języka. Do tego sytuację między nimi pogarsza pojedynek w kosza, który kończy się zaskakująco dla obojga z nich. Mamy więc początkową nienawiść, intrygę ukrytą pod działaniami Mike’a i zawistną dziewczyną Edwarda, która raz objawia się jako Tayana, raz jako Tanya. Nie można się dziwić, że Bella ma trudny orzech do zgryzienia.

Opowiadanie „Od sportu do zakochania” można traktować poważnie, jeśli kocha się zwierzęta. Kajtek, szczeniak należący do Belli jest najjaśniejszą postacią historii i on sprawia, że jest się w stanie uśmiechnąć podczas lektury. Bella jako główna bohaterka nie pozwala czytelniczkom na utożsamienie się z nią. Dziewczyna jest bajecznie piękna, jeździ wspaniałymi samochodami oraz motocyklem, znakomicie gra w kosza po rocznej przerwie, a także tańczy, lecz nie wywołuje emocji i okrzyków: „Chryste, jak ja bym nią chciała być!”. Poza nienawiścią do Edwarda i słownymi potyczkami z Tayaną-Tanyą nie posiada żadnych problemów. Przy całej mojej ignorancji dla fenomenu książki pani Meyer szkoda, że opowiadanie, które powinno bazować na „Zmierzchu” zapożyczyło od niego tylko imiona. Tym postaciom należy się charakter i odrobina duszy, by były choć trochę prawdziwe.

Podczas lektury można wyraźnie zauważyć, że opowiadanie dojrzewa razem z autorką. Błędy co prawda nie maleją, jednak jest się w stanie dostrzec zmianę w stylu autorki. Mam głęboką nadzieję, że zmiany te będą dalej iść w dobrym kierunku i niedługo będziemy mogli przeczytać wartościowy tekst panny Kornelii. W końcu ćwiczenia czynią mistrzem i nie można nigdy zaprzestać swoich starań, by stać się lepszym. Tego samego życzę Belli, która w pewnym momencie zapewne nabierze roztropności oraz odrobiny skromności i gracji.

Sela

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz