piątek, 9 września 2011

Recenzja opowiadania Vivienne_Davila "Pozytywka" by NoemiVain


         Zastanawiając się, czy sięgnąć po daną pozycję, często dajemy zwieść się pozorom. Pozwalamy, żeby dziwne przekonania odepchnęły nas od naprawdę fascynującej powieści lub też decydujemy się przeczytać 'chłam', mający ciekawy opis lub okładkę.
 
Do "Pozytywki" podchodziłam dość sceptycznie, wydawała mi się kolejnym romansem dla nastolatków, gdzie wszystko skończy się typowym happy endem. Nie wiem czemu
tak było, bo prolog nie dawał podstaw do podobnych wniosków. Na szczęście treść zweryfikowała moje obawy, wciągając mnie bez reszty w świat Eweliny Bartczak.

Główna bohaterka to osiemnastoletnia uczennica jednego z poznańskich liceów. Na pierwszy rzut oka możnaby odnieść wrażenie, że jej życie jest usłane różami. Jednak nic bardziej mylnego. Jej rodzice zginęli w wypadku,a ona została adoptowana. Nie od razu trafiła jednak do Bartczaków, wcześniej znosząc rolę "worka treningowego" u pierwszej rodziny zastępczej. Dziewczyna jest osobą dość zamkniętą w sobie, z problemami. Jej poczucie własnej wartości zostało zaburzone przez traumatyczną przeszłość. Czy poradzi sobie z własnym cierpieniem i zazna szczęścia? Czy zdoła pokochać, gdy w jej życiu pojawi się osoba z równie ciężkim bagażem doświadczeń?

Kiedy zastanawiałam się nad oceną tej historii, stwierdziłam, że tym co najbardziej odróżnia ją od innych "chomikowych utworów" jest fakt, że akcja toczy się w Polsce, a bohaterowie są Polakami. Nie wiem dlaczego, ale wielu autorów-amatorów ucieka od opisywania naszych ojczystych realiów, umiejscawiając swoje powieści w typowych amerykańskich szkołach, przez co ich opowiadania gubią barwność i realność.

Prolog był naprawdę dobrze napisany, zachęcił mnie do dalszego czytania. Charakteryzował się odpowiednią długością, nie wyjaśniał wszystkiego, a pozostawiał lekki smak niedopowiedzenia. Czytając go można było odebrać zawarty w nim ładunek emocjonalny i wczuć się w tematykę "Pozytywki". Jednak pierwszy rozdział trochę osłabił mój zapał do czytania, który na szczęście wkrótce powrócił, bo kolejne fragmenty były już lepsze.

Styl jakim posługuje się autorka nie jest zbyt skomplikowany, nie trzeba korzystać z różnego rodzaju słowników, by wszystko zrozumieć. Nie znajdziemy tutaj kwiecistych metafor czy też rozkładających na łopatki opisów przyrody, jednak moim zdaniem taka forma pasuje do tematyki.
 
Niestety pojawiały się różnego rodzaju niedociągnięcia. Co prawda autorka ustrzegła się błędów ortograficznych i tak znienawidzonych przeze mnie błędów rzeczowych, jednak dość często pojawiały się powtórzenia, nadużywanie zaimka zwrotnego "się" lub spójnika "i", literówki, czy też po prostu nie do końca poprawny szyk zdań. W niektórych miejscach pozostały szczątki narracji pierwszoosobowej. W kilku fragmentach zdarzyło się niekontrolowane zaburzenie czasu. Pojawiały się błędy interpunkcyjne. Czasem irytowało mnie nadużywanie określeń "osiemnastolatka", "ciemnowłosa", które nie były potrzebne, gdyż z kontekstu poprzednich zdań wynikało, o kogo chodzi.

Pojawiło się kilka fragmentów, które wybijały mnie z rytmu czytania, przypominając swoją konstrukcją raczej sprawozdanie policyjne. Jednak po zastanowieniu, mogę stwierdzić, iż wynikało to z faktu używania tam czasu teraźniejszego, gdyby zamienić go na przeszły i krótkie zdania połączyć w dłuższe byłoby już dobrze.

Zazwyczaj irytuje mnie używanie w opowiadaniach przekleństw, ale tutaj w wypowiedziach Damiana były one tak naturalne, że teraz nie wyobrażam sobie tego utworu bez nich.

Autorka posługuje się narracją trzecioosobową. Część osób mogłaby stwierdzić, że lepsze byłoby pozostanie przy pisaniu w pierwszej osobie liczby pojedynczej (tak jak w wersji pierwotnej), jednak należy docenić fakt, że Vivienne dobrze sobie radzi, choć narracja trzecioosobowa jest trudniejsza.

Długość rozdziałów jest dobra, kończą się odpowiednio, można stwierdzić, że wszystko jest przemyślane, nie ma tutaj przypadkowych, nie wnoszących niczego do fabuły scen. Tytuł na pierwszy rzut oka nie wydał mi się intrygujący, jednak po zapoznaniu z treścią stwierdziłam, że jest dobrze dobrany. Motyw pozytywki przewija się bowiem przez całe opowiadanie, niejednokrotnie będąc czynnikiem inicjującym dalszą. Zresztą jego użycie dobrze tłumaczy użyte przez autorkę zdanie: "Ponieważ życie jest jak pozytywka. Gdy ją zamkniesz, przestaje grać…"

Wykreowani bohaterowie są wyraziści, ciekawi, dają się lubić, a co najważniejsze są "ludźmi z krwi i kości". Ich zachowanie ma swoje wytłumaczenie w tym, co przeżyli. Ich osobowości są ukształtowane, nie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Warto przeczytać to opowiadanie chociażby dla jednego z głównych boharów, Damiana, który jest naprawdę intrygującą postacią. Z jednej strony wychowanek domu dziecka, który wpakował się w handel narkotykami, z drugiej ciepły, wrażliwy człowiek, dla którego szczęście kilku bliskich osób jest bardzo ważne. Sama główna bohaterka nie jest stereotypową nastolatką, to osoba o dobrym sercu i przekonaniu, że nie zasługuje na nic dobrego. Czasem dziwny wydawał mi się fakt, że obarcza się winą o każde niepowodzenie, ale po przeanalizowaniu stwierdziłam, że to zrozumiałe biorąc pod uwagę jej traumatyczne dzieciństwo.

Podobała mi się wielowątkowość zaserwowana w tej opowieści. Oprócz historii Eweliny i Damiana, mamy między innymi: losy trójki młodych wychowanków domu dziecka: Weroniki, Huberta i Mateusza, wątek "gangu z obrzeża", a także matki Damiana, która niespodziewanie pojawia się w życiu bohatera.

Podsumowując: opowiadanie Vivienne_Davili w skali 1-6 oceniam na 4+. Nie można mnie uznać za fankę powieści obyczajowych, chętniej sięgam po historie z elementami paranormalnymi, jednak "Pozytywka" w pewien sposób urzekła mnie swoją dojrzałością, realnym przedstawianiem problemów i świata, z którym do tej pory nie miałam większej styczności. Choć do końca pozostało jeszcze kilka rozdziałów już teraz mogę stwierdzić, że będę czytać do końca i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto sięgnąć po to opowiadanie.

NoemiVain

1 komentarz:

  1. Jak mi się ciepło na sercu zrobiło, po ponownym przeczytaniu Twojej recenzji. Chyba znowu odnalazłam sens w pisaniu Pozytywki.
    Dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń