czwartek, 31 maja 2012

Recenzja opowiadania "Mesrina" autorstwa Seluńka by Ronnica

Mesrina
Autor: Seluniek
Recenzja by Verr.

Piłkarz i pracownica branży muzycznej w gorącej atmosferze tętniącej życiem Hiszpanii. – Tak jednym zdaniem można by opisać fabułę opowiadania, jednak nie wolno nam zapomnieć, ze to dopiero początek.
Młoda pasjonatka muzyki, pracująca dla znanego (tym, którzy muzyką się interesują) Marcina Ziółkowskiego, szefa Alter Artu, wyrusza, za sprawą wspomnianego już szefa, do parnego Madrytu w poszukiwaniu nowych rozwiązań dla firmy, ale nie tylko. Hiszpańskie miasto ma dla niej wiele niespodzianek, a Karina ma szansę na uleczenie się z nieszczęśliwej miłości.

Mesut, niezbyt szczęśliwy z powodu transferu do znakomitego Realu Madryt, pełen jest obaw, co do roli, z jaką przyszło mu się zmierzyć. Za wszelką cenę pragnie się wpasować, zaprzyjaźnić z kolegami z drużyny. Wraz z wiecznie niezadowoloną dziewczyną i synem sprowadzają się do Hiszpanii, rozpoczynają nowe życie. Wszystko ma się skomplikować, kiedy na jego drodze staje blond piękność, wyrażająca otwartą niechęć do piłkarzy.
Już pierwsze strony zmuszają czytelnika do przyznania autorce profesjonalizmu. Wiąże się on zapewne z hobby, zainteresowaniami. Terminy obowiązujące w świecie piłkarzy, znajomość świata sportowców, czy zorientowanie w branży muzycznej nadaje całej historii autentyczności i wiarygodności.
Autorka, z niejakim powodzeniem, pragnie zaprezentować nam swój pogląd na show biznes „od kuchni”. Nie mam podstaw twierdzić, iż jest on oparty na faktach, jednakże tychże podstaw nie mam, by stwierdzić, iż są to bzdury wyssane z palca. Pozostaje nam po prostu czytać.
Trzecio osobowa narracja wykazuje obiektywizm, nie ma głębszych refleksji bohaterów nad życiem, czy postępkami. Opowiadanie nie ma klasycznego podziału na rozdziały, lecz prowadzone jest w formie zbliżonej do dziennika, dzięki czemu mamy dokładny wgląd w czas rozgrywających się tam wydarzeń. Ciekawym pomysłem jest również zastosowanie przez autorkę metody „wyrwanych kartek” z dziennika. Niektóre wydarzenia, a w zasadzie krótkie dialogi, wybiegają daleko w przyszłość, co intryguje i nie pozwala przerwać lektury.
Bohaterowie, po tych kilkunastu stronach opowiadania, ciekawie są skrojeni, mają swe indywidualne cechy, które sprawiają, że albo ich lubimy, albo też nie. Nie są to banalne postacie, lecz ludzie z niewielkim bagażem doświadczenia życiowego, który zmusza do ostrożności, ale nie pozwala tkwić w jednym punkcie.
Trzynaście stron to bardzo niewiele, by wystawić prawdziwie szczerą opinię. Ponieważ historia zaintrygowała mnie, a jestem dość wymagającą czytelniczką, będę kontynuować jej czytanie, z czasem też dodając co nieco do wystawionej już recenzji. Minusów nie dostrzegam, wręcz przeciwnie. Opowiadanie nie pozostawia, co prawda czytelnika w gorliwym oczekiwaniu na dalsze części, ale zdecydowanie zaciekawia.
Miejmy tylko nadzieję, że to nie wina piwa, które wypiłam tuż przed przeczytaniem Mesriny i mojego osobistego stosunku do uwielbianych koncertów i letnich festiwalu muzycznych organizowanych przez Alter Art.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz