niedziela, 21 października 2012

Recenzja "Klątwy Czarnoborskiego Lasu" autorstwa siderek2 by Nakumi


   Recenzja opowiadania "Klątwa Czarnoborskiego Lasu" autorstwa
Siderek2
"Zaraz po tym, jak Marek wraz z grupą poznają opowieść, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Marka zaczynają prześladować myśli, w których najczęściej pojawia się postać kapturnika - zwanego dziedzicem. Sprawy nabierają złego kierunku, kiedy chłopak pragnie rozwikłać zagadkę dotyczącą tego dziwnego osobnika. Będzie chciał rozgryźć to, czy jego postać jest powiązana z klątwą lasu. Czy on ją rzucił? Jeżeli tak, to w jaki sposób? Czy Marek oprócz dziedzica rozwiąże zagadkę lasu oraz ciążącej na nim od prawdopodobnie wielu tysiącleci klątwie? Co z tego wyniknie? Czy zdoła umieścić wszystkie elementy łamigłówki na swoim miejscu?
"Klątwa Czarnoborskiego lasu" jest opowieścią o wytrwałym dążeniu do celu. Przezwyciężaniu trudności. Jest to powieść o dorastaniu duchowym głównego bohatera, który z determinacją i poświeceniem oddaje się wszystkiemu podczas wyjawiania tajemnicy wsi Czarnobór."

Za każdym razem, gdy wybieram opowiadania, którę będę recenzować kieruję się opisem. Do recenzowania tej historii zachęcił mnie powyższy tekst. Lektura "Klątwy Czarnoborskiego Lasu" wydawała się najlepszą propozycją dla mnie. Z racji tego, że nie miałam do czynienia z jakimikolwiek tekstami autora byłam podekscytowana wizją zagłębienia się w historii fantasy z domieszką horroru. Jakże wielki szok przeżyłam, otwierając pierwsze strony ebooka... otóż zachęcający opis okazał się tylko opisem.
Akcja rozkręcała się topornie, po pierwszych czterdziestu stronach miałam ochotę dać sobie spokój. Moja głowa zmierzała ku migrenie, oczy bolały, a czytanie męczyło coraz bardziej. Jednak postanowiłam, że nie dam się. Skończę czytać i wtedy wydam wyrok... to znaczy osąd.
Stwierdziłam, że w niektórych tekstach jest tak, że z czasem robi się lepiej aż trafiamy na punkt kulminacyjny, jesteśmy zachwyceni i chcemy więcej! Ponadto bardzo podobał się mi pomysł na fabułę, czytając różne 'chomikowe twory' trafiałam na różnorakie historie fantasy, jednak nie zdarzyło się tak, by jakichś horror do mnie przemówił.
Niestety z każdym zdaniem, które czytałam utwierdzałam się w przekonaniu, iż tak pozostanie. Co wpłynęło na takie przeświadczenie z mojej strony? Wiele błędów, o których napiszę niżej. Każdy wie, jak to jest z debiutami literackimi, czy to tymi wydanymi czy też chomikowymi, blogowymi, ogólnie mówiąc internetowymi. Początki są dobre i są też gorsze, jest to zrozumiałe. Wszyscy mają prawo by kształcić swój warsztat i się rozwijać. U większości twórców z każdym rozdziałem widać rozwój i coraz lepszy kunszt. Ja jednak trafiłam na tekst stabilny. Od początku do końca występowały te same błędy, a z czasem było ich nawet coraz więcej. W oczy aż raził brak porządnego sprawdzenia i betowania.
Wiele rzeczy zwróciło moją uwagę podczas czytania, przeważnie były to wady tekstu. Najgorszym co przytrafiło się temu opowiadaniu już na początku był strasznie ciężki styl. Czytając miało się wrażenie, że wlecze się przy swoich mentalnych nogach kajdany zakończone ołowianą kulą. Szczerze przyznam, że przebrnięcie przez całość było dla mnie osiągnięciem. Chociaż nie była to przeszkoda tak duża by zniszczyć moje postanowienie napisania tej recenzji, utrudniała mi czytanie.
Przeczytanie całej "Klątwy" zajęło mi jakieś dwa tygodnie, biorąc pod uwagę, że miała tylko 255
stron, jest to straszny wynik. Oczywiście minusy się nie kończą na ciężkości tekstu. W końcu coś musiało dać taki efekt. Jednym z "opóźniaczy" były dialogi. Pomijam już fakt, że były jakieś takie nierealne i nieżyciowe, istotniejsze dla mnie jest to, iż przy każdej wypowiedzi mieliśmy stwierdzenia typu "powiedział",
"rzekł", "zapytał", itd. Większość tych upiększeń była zbędna. Nie wszędzie trzeba to zaznaczać. W tym przypadku wyglądało to po prostu źle.
Patrząc na zdania, gdzie niektóre były bardzo krótkie, ale większość rozbudowana, czasem bezsensowna, ma się wrażenie, że w opowiadaniu nie chodziło o to żeby było napisane zrozumiale, a o to, by było długo. Jak dla mnie jest to duży minus. Tekst się przeciągał i stawał się nudny. Czasem w połowie zdania nie wiedziałam o co chodzi i musiałam je czytać kilka razy. Pominę fakt, że sceny w których występowało nagromadzenie wyzwisk były dziecinne, jednak nie mogę przemilczeć nieznajomości znaczenia niektórych wyrazów. Po pierwsze: ćpun. Na początku, gdy babcia opowiadała Markowi i jego przyjaciołom historię dziedzica była scena z ostatnim mieszkańcem osady, chwilę przed jego śmiercią wystąpił ten właśnie wyraz po raz pierwszy. Wtedy właśnie słowo ćpun zostało użyte jako określenie alkoholika. Jednak muszę poprawić, żę ĆPUN nie jest alkoholikiem, ćpun to osoba uzależniona od narkotyków, tabletek czy różnych innych używek. Alkoholik to pijak!
Następne, tym razem stwierdzenie, które zostało użyte w dziwnym połączeniu i nie wyglądało tak jak powinno to: fotografując oczami. Fotografuje się aparatem, nie oczami! Oczami to można śledzić, dokładnie oglądać. Natknęłam się też na zwrot (tutaj wycięty kawałek zdania): "wyjawić prawdziwego ego". Napiszę
tylko: ego to nie tożsamość i się go nie wyjawia! Tożsamość można wyjawiać! Dalej mamy do czynienia z "chłodną barwą głosu", nie byłoby tutaj nic dziwnego gdyby nie fakt, że nie można przybierać chłodnej barwy głosu, a co najwyżej ton. Jest to kolejny źle użyty wyraz.
Jest kilka takich niespodzianek i by uwypuklić problem postanowiłam zamieścić co ciekawsze poniżej. Oczywiście wszędzie z odpowiednim komentarzem co czyni przykład błędnym.
Oto one:
* "wchodząc na górę" - nie da się wchodzić na dół, ponieważ na dół się schodzi. "Na górę" w tym wypadku jest zbędne.
* "Prawdopodobnie coś mu się teraz coś i to coś było przyjemnym snem" - ogólnie z kontekstu sytuacji można wywnioskować że to jedno coś za dużo miało być "śniło", jednak to wspaniały przykład na brak korekty tekstu.
*"pogrążył się w milczeniu" - nigdy się z takim czymś wcześniej nie spotkałam dlatego też trafiło na moją listę błędów. Nie da się pogrążyć w milczeniu, bardziej prawdopodobne jest pogrążenie w zadumie.
*"To chrapanie przypominało mu jakieś potężne pierdnięcie, które rozległo się w głębokiej rozpadlinie...>>Ło - patrzajta ludzie, zdawała się mówić ta rozpadlina, ten bąk postanowił mnie opuścić.<< Marek zdusił śmiech." - ten fragment całkowicie mnie osłabił. Pomijam już dziecinność bohatera, ale skąd, na Anioła, biorą się takie porównania? To już przewyższało próg mojej cierpliwości. Zero komentarza.
*"fantastyczny twór jego wyimaginowanej wyobraźni" - wyimaginowana wyobraźnia? Serio?
*"Tutaj ciąży najciężej owa klątwa." - "masło maślane" jak to mówią. Nie było łatwiej po prostu napisać: "Tutaj działanie klątwy jest najsilniejsze"?
Tyle wypisałam, dodam do tego, że ludzie byli normalni albo byli osadnikami. Z takim stwierdzeniem spotkałam się, gdy Marek w bibliotece czytał kronikę Czarnoboru. I nie wiem czy tylko mnie to tak razi, ale osadnicy byli przecież normalnymi ludźmi.
Do błędów językowych dodam jeszcze błędy rzeczowe. Spytacie, gdzie błędy rzeczowe? To przecież nie jest książka historyczna! A jednak, dało się.

W kronice, gdzie dowiadujemy się o nienormalnych osadnikach, mamy fragment o przybyciu nowych osadników do Czarnoboru, gdy do jakiegoś baru, nie jestem pewna, wchodzi bodajże trzech mężczyzn. Znajdują oni wtedy wewnątrz zdemolowane pianino, jest coś około 1700 roku, tak przynajmniej jest napomniane w tekście. Wcześniej mamy wzmiankę na temat tego, że wioska była pusta przez blisko sto lat. I dochodzimy do błędu rzeczowego, otóż pierwszy instrument pianinopodobny pojawił się w roku 1709. Więc jest to niemożliwe, by ci trzej mężczyźni znaleźli ten instrument.
Dodatkowo z treści klaruje się nam charakterystyka bohatera, który jest ukazany jako chamski nastolatek, nie szanujący swoich rodziców, mający ich głęboko w poważaniu - bardzo często ma wszystkich w dupie. Wszyscy go lubią i się o niego troszczą, on natomiast myśli tylko o swoich dokonaniach i tym jaki jest wspaniały, że coś mu wyszło. Ponadto rozpacza nad tym, co go spotyka. Ma on też dziwne zapędy, w ruinach młyna znajduje stare 'majteczki' dziewczynki, która tam zginęła. Nie dość, że zabiera je ze sobą i napomina o tym, że czuje ich wilgoć w swojej kieszeni to zbyt często poświęca im swoje rozważania.
Pisząc o 'majteczkach' przypomniała się mi jeszcze jedna podejrzana scena, kiedy to staruszek wyciągał ze studni małą dziewczynkę i całkiem przypadkiem jego ręka wsunęła się pod jej majteczki. Niestety nie wyrażę na ten temat swojej opinii.
Pozostałe błędy są mniej rażące, jednak mamy jeszcze kilka niechcianych literówek, masę powtórzeń (dajmy na to str. 42 i czasownik 'siedział', jak i setki innych), zmianę czasu w narracji - raz jest teraźniejszy, raz przeszły i multum nawiasów odgradzających cudze myśli, wtrącenia narratora i tym podobne. Przy wypowiedziach gdzie była kursywa nawiasy były zbędne, a przy wtrąceniach wystarczyły przecinki.
Podsumowując, najsmutniejsze jest to, że "Klątwa Czarnoborskiego Lasu" byłaby dobrym opowiadaniem gdyby nie brak porządnej bety. Każdy szanujący się korektor wypunktowałby błędy i zasugerował jak można by je poprawić, wskazałby co jest zbędne, a co jeszcze by można rozpisać.
Niestety tego elementu nie było w tej pozycji i stało się jak się stało. Szkoda, bo pomysł na fabułę ciekawy, przede wszystkim nowy. Akcja rozwijała się swoim tempem i zakończenie było zaskakujące.
Nie wiem komu poleciłabym to opowiadanie. Dopóki ma tyle błędów chyba nikomu, przez te wszystkie 'niedociągnięcia' czytanie było dla mnie karą. Powie to każdy wyczulony na błędy czytelnik.
Wystawiając końcową ocenę długo myślałam jaka byłaby najodpowiedniejsza. Zastanawiałam się między 2+, a 3-. Ostatecznie wystawiam ocenę 3-, za zakończenie i pomysł. Wszystkie te błędy da się
wyeliminować przez współpracę z odpowiednią osobą.
Pozdrawiam Nakumi

1 komentarz: